Dec
17
2009
Nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć jak wpadłem na tego zielonego wielkoluda jedzącego zegarki, ale przyznać trzeba, że było to odkrycie bardzo przyjemne. Znów odkopałem kilka wspomnień gdzieś z samego końca głowy, z najciemniejszych jej zakamarków. Gówniarzem byłem oglądając w TVP1 przygody bohaterów z Królestwa Gondolandu. I pewnie nic nie rozumiałem z tego co bełkotali po angielsku, ale sama bajka była na tyle fajna, na tyle czytelna, przyjemna w odbiorze, że wiedziało się o co w niej chodzi. Najlepiej zapamiętałem Corvax'a szalonego naukowca. Fascynowało mnie, że zna się gościu na komputerach, dość okazałych rozmiarów jak to na tamte czasy przystało. I chyba coś mi po nim zostało, bo tematyka ta jest mi bliska. Zagorzały programista, konstruktor, fanatyk.
Teraz jak oglądam te bajki to aż się sam sobie dziwię, że pamiętam tak stare dzieje, że te krótkie filmiki potrafiły mi na tak długo utkwić w głowie. Być może teraz również przydało by się rozpoczynać edukację przyszłych pokoleń w taki właśnie sposób. Niech dzieciarnia nie ogląda kosmicznych stworów, powykrzywianych i przypominających zmutowane karaluchy na Cartoon network a siądzie przy przyjemnej, uspokajającej, przyjaznej dla oka bajce o kosmicie który wpiernicza zegarki. Boba z uszami jak krowa, Sylvii - księżniczce chudej jak patyk, i kilku innych postaciach jak np. płaski rowerzysta. Człowiek a raczej bohater kreskówki wiecznie z głową w chmurach, bezstresowo przemierzający świat na swoim bicyklu.
Nie wiem, czy pamiętam jeszcze jakąś starszą bajkę nic to. Więc wpisem tym ożywiam w głowie tego rodzynka.
Szukam podobnych....
Tekst Ci się podobał? Uszanuj moją twórczość i nie kopiuj go w inne miejsca, tylko wysyłaj linki do tej strony.
Masz racje
ja pamiętam tez przybyszów z matplanety Pi i Sigme 