2010
Dzisiaj na kanale RSS gazeta.pl pojawił się nagłówek o tym, że ktoś blokował budowę wałów przeciwpowodziowych w Warszawie. Zainteresowało mnie to, gdyż byłem ciekaw, kto jest temu winien, i komu odpowiedzialność przypisywać. Po przeczytaniu jednak całości artykułu : Kto blokował budowę wałów w stolicy? doszedłem do wniosku, że jednak ktoś próbuje jak zwykle manipulować rzeczywistością i zwalać całą odpowiedzialność, na Bogu ducha winnych ekologów, za krytyczną sytuację powodziową w stolicy. Pytanie : "Od kiedy to tak bezwzględnie słucha się ekologów?" - nasuwa się samo na usta moje. Przecież w koło pełno jest informacji takich jak: "Zostali wtedy zatrzymani i postawiono im zarzuty wtargnięcia na cudzy teren." albo "Te działania nie przyniosły jednak znaczących rezultatów. Los cennych przyrodniczo obszarów stale pozostaje lekceważony, a one same poświęcane w imię interesów zachłannych środowisk." To tylko niektóre przykłady wystarczy poszukać w Google.
To by oznaczało, że ekolodzy oczywiście pozwoliliby na budowę wałów, jednakowoż urzędnicze instytucje, czy tez jakiś inwestor nie dochował nie mniej ważnych warunków. Lenistwo? Być może, tylko dlaczego teraz wina leży po stronie ekologów? Chłopaki przecież chcieli dobrze. Minęło już parę dobrych lat od powodzi stulecia z 1997 roku, minęło dokładnie 13 lat, czyż przez taki okres czasu nie można by zrównać z ziemią wszystkich wałów i postawić ich od nowa? Oczywiście, że by się dało, tylko trzeba chcieć. Tym czasem petenci na stołek prezydencki (jak mówi JKM) latają po wałach z łopatami, zamiast kopać w głowie nad nowymi pomysłami, by nie dopuścić do podobnych sytuacji w przyszłości.
Tak samo jak w stronę śp. pilotów padały oskarżenia po tragedii w Smoleńsku, tak i teraz próbuje się wmówić opinii publicznej, że to wszystko przez ekologów. Jak widać podłość ludzka nie zna granic. Przecież na zdrowy rozum biorąc... bez powodu by nie zgłaszali sprzeciwu, poza tym być może część i ich domostw pozalewało, więc w kolano sami sobie by nie strzelali.
A może było tak, że na reperowanie wałów poszły nie małe pieniążki z góry. W związku z tym, że wały zaczęły się rozwalać, zaczęto węszyć, kto był odpowiedzialny za wykorzystanie tych środków, oraz gdzie tak naprawdę się one podziały. Być może jak zwykle ktoś się nachapał, i teraz, jako wymówkę trzeba było obmyślać plan, dlaczego kasiora nie poszła tam gdzie powinna. No bo mniejszym kosztem będzie rozsianie wśród opinii publicznej informacji o rzekomej blokadzie budowy, niż odpowiadanie za miliony zdefraudowanych złotówek. Zaczynam się wstydzić swojego kraju. Tym czasem zbliżają się wybory prezydenckie, o których wspominałem kilka linijek wyżej. I na kogo mam zagłosować? Skoro niemal żaden z kandydatów nie daje mi odpowiednich zapewnień, że naprawdę będzie lepiej... Porażka.





