Jul 2
2009
Tak to się złożyło, że w miniony właśnie weekend pojechaliśmy z dziewczyną na wesele do małej ale bardzo fajnej miejscowości w górach - Kamienica. Ślub odbył się w miejscowym Kościele, po czym goście wraz z Parą młodą przeszli do remizy znajdującej się może ze 100 metrów od kościoła. Trzeba przyznać, że pogoda dopisała, i akurat w czasie przejścia i ślubu deszczu nie było. A chmury kotłowały się na niebie niebezpiecznie, lunęło dopiero w nocy :-) . Na weselu jak to bywa, jest orkiestra, gości się ogrywa, ( u mnie nie ma takiego zwyczaju. Gość - coś jakby wodzirej nie wodzirej śpiewak ja na to mówię, obśpiewuje i towarzyszy młodym, po czym na sali weselnej nuci coś o każdym z gości wymyślając rymy na bieżąco. Taki góralski freestyle. Gość miażdży, nie wypity a takie rymy i hece mu po głowie krążą.. Widać zaprawiony w boju) . Na stole zamiast wódki postawiono bimber, rozcieńczony spirytus. Kopało to niemiłosiernie. Wypiłem może ze 2 kieliszki, bo na drugi dzień z samego rana musiałem wracać, więc nie mogłem przesadzić.

Rozbroiło mnie też to, że o godzinie ( chyba to było coś koło 18) niektórym Panom już było dość wesoło, i nie wyglądali na takich co by utrzymali pion przynajmniej do północy. Co się później okazało wytrwale śpiewali i w miarę można powiedzieć się trzymali dłużej niż do północy. W każdym bądź razie nie leżeli pod stołem jak to bywa z ludźmi którzy naprawdę przesadzą i umiaru nie znają. Jeśli chodzi o ich wokal to każdy znał chyba z tysiąc przyśpiewek, jak się opili to śpiewali kilka godzin bezustannie na całe gardło i z tego co mi się wydawało, to nie powtarzali się. Ogólnie fajnie było, nikogo tam prawie nie znałem, jedynie co to poznałem wcześniej rodzinkę Pana młodego.

Przyznać muszę, że trasa jaką zrobiłem była pierwszą tak długą jakakolwiek przejechałem samochodem. Po powrocie miałem na liczniku 200km zrobione. I fioletowy ( czytaj samochód koloru fioletowego) choć z uszkodzoną pompą wspomagania spisał się elegancko. Dotychczas nie miałem okazji sam lub z dziewczyna wybrać się w taka dłuższą przejażdżkę.



Przy okazji zafundowałem sobie zdjęcie ze znakiem drogowym. Generalnie wiedziałem że gdzieś to w Polsce leży, ale nie wiedziałem gdzie, a pijąc niemal codziennie kartonik tych wyborowych napojów nie zwraca się uwagi skąd ów produkt pochodzi.
Przez miejscowość ową przejeżdżaliśmy więc postanowiłem to udokumentować. Ciężko później było powrócić do rzeczywistości w pracy przede wszystkim no ale nic nie trwa wiecznie. Chętnie powtórzę wypad w góry :-)

1683 hits

Tekst Ci się podobał? Uszanuj moją twórczość i nie kopiuj go w inne miejsca, tylko wysyłaj linki do tej strony.

blipnij flaker Nasza Klasa

0 Comments

Display comments as(Linear | Threaded)
  1. No comments

Add Comment


Standard emoticons like :-) and ;-) are converted to images.
E-Mail addresses will not be displayed and will only be used for E-Mail notifications.

To prevent automated Bots from commentspamming, please enter the string you see in the image below in the appropriate input box. Your comment will only be submitted if the strings match. Please ensure that your browser supports and accepts cookies, or your comment cannot be verified correctly.
CAPTCHA

Gravatar, Identica, MyBlogLog, Monster ID, Twitter author images supported.
BBCode format allowed