2009
Niezwykle ciekawy okazał się miniony w właśnie weekend. Ciekawy i aktywny pasowało by dodać. Ano z kilku względów do takich stwierdzeń dochodzę, ponieważ wszystko w ten miniony czas kręciło się wokół uczelni i przyszłości mojej edukacji. Piątek był dniem kumulacji załatwień. Rano jak co dzień siedziałem w pracy. Ogólnie nic szczególnego - monotonia i to wszystko co mogę napisać. O 17:00 musiałem udać się do Krakowa ponieważ musiałem uzyskać kilka ważnych wpisów do indeksu. Pierwszy dotyczył programowania.
Wykładowca przyjmuje taką strategię, że przepisuje oceny z ćwiczeń na egzamin według wzoru: Ocena z ćwiczeń minus termin egzaminu. Czyli: powiedzmy, że ćwiczenia zaliczam na 5.0. Gdy przyjdę do wykładowcy przed momentem aż pierwszy student na egzaminie dostanie kartkę z pytaniami mogę mieć przepisaną ocenę o wartości 4.0 . Jeśli wstawię się przed drugim ( poprawkowym) terminem otrzymam 3.0. Oczywiście mógłbym pisać egzamin, i zaliczać na więcej jeśli byłbym ambitny. Owa reguła jest przywilejem i nie ma obowiązku z niej korzystać. Ale nie będę się rzucał z motyką na słońce i ocena jaka uzyskałem mnie zupełnie satysfakcjonuje. Tak więc egzamin z programowania rozpoczynał się w sobotę o 8:00 z samego rańca. Więc pasowało załatwić wpis już w piątek, by nazajutrz nie było jakiejś draki. Udało się. Kilka godzin czekania ( bo takich chętnych jak ja było sporo....) i w końcu dostałem index oraz kartę egzaminacyjną z upragnionym wpisem. pierwsza część załatwiona.
Kolejnym dość ważnym aspektem było zdanie przedmiotu : systemy operacyjne. Oczywiście nie zaliczyłem ćwiczeń w pierwszym terminie. Nie zaliczyłem także na poprawce. Ubłagałem więc gościa by móc zdawać właśnie w piątek na konsultacjach u prowadzącego. Poszedłem więc umiejąc powiedzmy 50% materiału. I na tym " zdawaniu " pierwsza partia materiału poszła bez problemu. Schody zaczęły się gdy musiałem napisać jakieś skrypty w UNIX. Umiałem podstawy. Napisałem więc podstawowe polecenia ale nie wiedziałem jak je połączyć w całość by wyświetliły zalecany wynik. Powiedziałem do gościa tak: "Wiem jak to się je rękami, ale nie wiem jak nożem i widelcem". Koleś tak popatrzył ( polecenia były dobrze napisane) kazał coś zmodyfikować, ale ja nie wiedziałem jak. I tu na szczęście nie tylko ja zdawałem ale też jacyś kolesie z innej grupy. Dlatego, że ja im coś pomogłem wcześniej ( zupełnie bezinteresownie) to oni w momencie nieuwagi egzaminującego podpowiedzieli mi nazwę komendy. Ja udając głupa powiedziałem że chyba tak to będzie. Magisterek inżyniek powiedział że jest ok i zalicza mi na 4.0 .Wniebowzięty byłem ze względu na to, że egzamin przeprowadza ten sam koleś co z programowania, i warunki przepisania oceny są identyczne. Tak więc uzyskałem wpis z ćwiczeń 4.0 a z egzaminu 3.0.
Jeszcze jeden wpis maiłem sobie załatwić z Baz Danych. Tym razem do gościa podbiłem w czasie gdy inni pisali egzamin. Wpisał to co mi się należało ( też byłem zwolniony z egzaminu) i w 2 minuty załatwiłem wszystko w tej sprawie. Student był szczęśliwy...
Student, biednym zaczął być gdy wrócił do samochodu i pod jego wycieraczką znalazł mały świtek coś alla mandat ale było to zawiadomienie.





